Spacer po Bari
Travels Włochy

Spacer po Bari

17 września 2018

Bari – stolica regionu Apulia i typowe włoskie miasto, któremu warto poświęcić chociaż jeden dzień. My, gdy poczuliśmy ten klimat i atmosferę tam panującą, to zachciało się nam więcej i więcej. Bo jak nie kochać tego miejsca.

Region Apulia jest wyjątkowo piękną częścią Włoch, chociaż która nie jest piękna. Jest mniej turystyczna, biedniejsza niż północ, ale jednocześnie to tutaj najbardziej poczujemy tą włoskość. To tam poczujemy to sielskie włoskie życie z licznych komedii romantycznych, to tam na każdym kroku widzimy winnice i gaje oliwne, a dodając do tego urokliwe domki Trulli, które spotykamy nie tylko w słynnym Alberobello to już chyba nic więcej do szczęścia nie trzeba.

Bari jest stolicą Apulii i z racji usytuowanego tam lotniska jest bardzo często tylko bazą wypadową do zwiedzania licznych wiosek, plaż i słynnych miejsc „must see”. Jednakże uważamy, że warto poświęcić trochę czasu na samo zwiedzanie stolicy Apulli.

Punktem centralnym miasta jest plac Piazza Aldo Moro, który stanowi niejako komunikacyjny węzeł. Na środku jest piękna ogromna fontanna przed którą widzimy wejście do głównego dworca kolejowego. Jednak niech nas to nie zmyli, Bari dworców ma aż cztery. Z tego placu odjeżdża też większość autobusów, więc z komunikacją nie powinno być problemu.

Najbardziej urokliwą częścią miasta jest Citta Vecchia, czyli stare miasto. To całe mnóstwo wąskich, typowo włoskich uliczek, po których najlepiej spacerować bez celu. Uroku dodaje wszechobecne pranie wiszące niemalże wszędzie i jego zapach. Stare miasto jest bowiem częścią zamieszkaną przez mieszkańców Bari. Nie znajdziemy tam zaparkowanych aut przed domami, bo zwyczajnie nie ma na to miejsca. Spotkać możemy jedynie skutery, które okazują się niejednokrotnie najlepszym środkiem transportu. Przechadzając się uliczkami starego miasta, jak już wspomniałam w TYM poście, zobaczymy otwarte drzwi do prywatnych mieszkań, Włochów siedzących na krzesełkach w drzwiach, albo wyglądających z okien. Możemy zatem podejrzeć nieco ich prawdziwego życia. Zastanawialiśmy się z mężem jedynie nad tym, czy im nie przeszkadzają te tłumy turystów. My, Polacy jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że swoją prywatność stawiamy na pierwszym miejscu, bardzo ją chronimy, przed domami stawiamy wysokie mury, tak, żeby najlepiej nikt nie mógł nas podglądnąć, a tam ludzie są zdecydowanie bardziej otwarci. Nie przejmują się tym, czy ktoś zobaczy kawałek ich życia, jeszcze się do Ciebie uśmiechną i powiedzą „Buongiorno”, mimo, że Cię nie znają. To jest miłe i stanowi bardzo przyjemną odmianę naszego codziennego życia.

Spacerując tak bez celu dojdziemy na pewno do dwóch kościołów tam zlokalizowanych, nie potrzebujemy nawet mapy. Bazylika Di San Nicola (św. Mikołaja) oraz katedra di San Sabino (św. Sabina) – kierują do nich strzałki, więc nie ma możliwości, żebyśmy je ominęli. Warto się też przejść wzdłuż wybrzeża. Miniemy międzynarodowy port, na którym możemy też spotkać wojsko. Przechadzając się tymi okolicami zobaczyliśmy z mężem idealne miejsce do zdjęć, w tle morze, ogromny statek i brak ludzi, o co niekiedy bardzo trudno. Zachęceni tym widokiem rozglądamy się jak się tam dostać, aż tu naszym oczom pojawiają się wojskowi i plany pięknych zdjęć pozostały niespełnionymi planami.

Nasz spacer promenadą wzdłuż morza trwał więc w najlepsze, a widoki są po prostu nie do opisania. Dodając do tego lejący się z nieba żar dla mnie to jest wszystko czego potrzebuję. Idąc tą drogą zobaczymy piękny zamek Castello Normanno-Svev. Po drodze mijamy też bardzo wielu wędkarzy, którzy swoje miejsca połowów mają na wszechobecnych tam ogromnych kamieniach. Zejścia do nich stanowią prowizorycznie wykonane drabiny. Mijamy również Włochów, którzy łowią ośmiornice. Co mnie zdziwiło na początku, to widok mężczyzn uderzających w „coś” drewnianą szpatułką, nie wiem nawet jak to nazwać. Gdy się zbliżyliśmy ujrzeliśmy ośmiornice. Jak się później dowiedziałam, zasięgając informacji w Internecie, takie uderzanie ma wpływ na miękkość mięsa. Jednakże widok jest niezbyt przyjemny na pierwszy rzut oka. Najciekawsze jest to, że oni je czasem jedzą na surowo. Gdy tak spacerowaliśmy i ich obserwowaliśmy to oczywiście otrzymaliśmy propozycję zjedzenia takiej ośmiornicy. Gdy grzecznie odmówiłam z uśmiechem na twarzy, mój mąż spytał się mnie z tą swoją powagą: „nie chciałaś?” na co wybuchnęłam po prostu śmiechem.

Piękny jest też plac Piazza Mercantile, przy którym znajdziemy mnóstwo kawiarni i restauracji z naprawdę pyszną kawą. W sumie to gdzie nie piliśmy we Włoszech kawę, to była ona najlepsza. O ile rano plac jest dla nas miejscem idealnym do zdjęć, to wieczorami zalewa się tłumami głównie miejscowych. Siedzą na trawie, mając widok na morze, na murkach, albo nawet na przyniesionych przez siebie krzesełkach i po prostu spędzają czas. Widok jak dla mnie fascynujący. Ta ich wolność, umiejętność odpoczywania, cieszenia się chwilą – nie do opisania.

W ciągu dnia przechadzając się uliczkami starego miasta niejednokrotnie spotkamy starsze panie wyrabiające włoski makaron, a dokładnie Orecchiette, czyli „małe uszy” z Bari. Ich miejsce pracy to blat ustawiony na dwóch krzesłach i tyle im wystarczy. Na naszych oczach wyrabiają ten i inne rodzaje makaronów, które po wysuszeniu są gotowe do kupna. Specjałem, który widzieliśmy wielokrotnie, zwłaszcza popołudniami, jest też smażony ser. Do kupienia albo w małych knajpkach, albo w stoiskach na środku jakiegoś placu, czy po prostu na ulicy. Jedna Pani kroi ser, który widzimy w ogromnych ilościach, a druga wrzuca te plasterki do głębokiego tłuszczu. Kolejki do nich są bardzo długie, co świadczy o tym, że warto spróbować.

A tak w ogóle, to w niedzielny poranek, zaczęliśmy nasz spacer po Bari od Piazza Garibaldi, niewielki park, z którego widok rozciąga się na ulicę Corso Vittorio Emanulele. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia. Tym bardziej, że możemy tam spotkać starszych panów siedzących na ławkach, czy przy stolikach, grających w karty, szachy czy po prostu czytających gazetę, albo żywo i głośno, jak to na Włochów przystało, dyskutujących. Przechadzając się tak koło nich nie mogłam po prostu oderwać oczu z podziwu, że tak beztrosko można spędzać czas. Wówczas zaczęli mnie nawoływać do podejścia do nich i przyłączenia, chyba do gry w karty. Rozbawiło mnie to bardzo, podziękowałam im z  uśmiechem na twarzy i ruszyliśmy dalej.

Mamy nadzieję, że tych kilka fotek choć trochę oddadzą urok i czar Bari, i zachęcą Was do odwiedzenia tej części Włoch.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Brak komentarzy

    Dodaj komentarz