Saona – raj na ziemi

by Emilia

Jeśli chcecie poczuć się jak w raju to koniecznie musicie wybrać się na Saonę. To obowiązkowy punkt zwiedzania będąc na Dominikanie. Ta tropikalna wyspa zapiera dech w piersiach. Błękit wody jest tak porażający, że aż nieprawdopodobny. Biały piasek parzy w stopy, palmy pochylają się ku morzu, a na wyspie panuje taki spokój i wolność, że aż chciałoby się tam żyć. Pomimo tego, że corocznie (może nie uwzględniając 2020 roku) odwiedza ją prawie milion turystów to zachowała ona ten dziewiczy, wyspiarski, jeszcze nieskomercjalizowany charakter. Mimo, że jest przygotowana na turystów, to możemy się tu poczuć trochę jak na jakimś odludziu, jak na bezludnej wyspie.

Saona – wycieczka zorganizowana

To chyba jedyne miejsce, do którego sami nie dotrzemy. Jeśli chcemy odwiedzić Saonę to musimy wykupić wycieczkę zorganizowaną. I tutaj mamy kilka opcji. Przy wykupywaniu wycieczki przed przylotem u organizatora naszych wakacji powstrzymałabym się. Z tego względu, że na miejscu możecie znaleźć dużo bardziej atrakcyjniejsze oferty, a nie będzie ich brakowało, wierzcie mi. My wykupiliśmy wycieczkę w naszym hotelu. Jej koszt to 60 dolarów za osobę. W planie mieliśmy do odwiedzenia 4 miejsca – naturalne baseny Piscina, dzikie plaże z białym piaskiem, miasteczko Mano Juan i prywatną plażę naszego hotelu, na której czekał na nas lunch i napoje. Wycieczka zaczęła się około godziny 9 rano. Płynęliśmy szybką łódką. W około 40 minut byliśmy już na plaży Saony. Powrót do hotelu był około godziny 17.

Tak jak wspomniałam, wycieczkę tą możemy kupić nie tylko u organizatorów naszych wakacji. Wystarczy, że wyjdziemy przed hotel, czy przespacerujemy się bardziej turystycznymi miejscami, to bez problemu znajdziemy oferty wycieczki na Saonę w cenie od 40 dolarów do 80 dolarów za osobę u lokalsów. Ofert jest całe mnóstwo. Warto też się targować. Pamiętajcie o tym będąc na Dominikanie. Co istotne na wyspę są dwie możliwości dopłynięcia – katamaranem i szybką łodzią. Podróż katamaranem trwa około 2 godzin, jest bardziej komfortowa (i droższa), a szybką łodzią około 40 minut, więc jest szybciej, ale ostrzegam – niemiłosiernie wieje. My postawiliśmy właśnie na taką motorówkę. Chwilami wydawało się nawet, że jest chłodno, a suma summarum przy tych ponad 30 stopniach w słońcu spaliłam sobie ramiona na skwarki. Z informacji praktycznych – najbliżej na wyspę Saona jest z plaż Bayahibe. Gdy wykupujemy wycieczki z dalszych części wyspy, to musimy się liczyć jeszcze z dojazdem autokarem do portu, zazwyczaj w Bayahibe. Z tego miejsca bowiem wypływa najwięcej łodzi na tą wyspę.

Piscina Natural

Nie ważne u kogo wykupicie wycieczkę, to praktycznie każda obejmuje ten punkt zwiedzania. To naturalne baseny – Piscina Natural. To miejsce nazywane jest też „wanną Karaibów” i należy do wielkiej płycizny na morzu Karaibskim. W tym miejscu nie spodziewajmy się dużych głębokości. Bez problemu możemy zejść z łodzi i zaczerpnąć trochę relaksu w wodzie. Nie muszę chyba wspominać, że jej turkus przyprawia o zawrót głowy. Ponadto w tym miejscu możemy spotkać przepiękne czerwone rozgwiazdy. Nasza wycieczka obejmowała około 30 minut w tym miejscu. Mogliśmy popływać, porobić zdjęcia napić się czegoś zimnego, w tym również słynnego dominikańskiego rumu. Uważajcie jednak z jego ilością. Przy tej ilości słońca potrafi przyprawić o zawroty głowy, nawet bardziej niż cudny turkus morza.

Saona – plaże

Kolejnym naszym punktem były dzikie plaże na Saonie. Nasza łódka była jedyną, która w tym czasie dopłynęła do tego miejsca, więc nie było tłumów. Mieliśmy tam czas dla siebie. Można było zatem popływać w turkusowym morzu, poopalać się, pospacerować, no i oczywiście porobić zdjęcia. Bez tego nie da się wyjechać z tego miejsca. To miejsce idealnie nadaje się na pocztówki. Nieważne jakich słów bym użyła do jego opisania, to nic nie odda jego piękna. Zobaczcie z resztą sami. A z ciekawostek – to właśnie na plażach Saony nagrywane były reklamy batoników Bounty.

Podczas wylegiwania się na plaży polecam uważać na spadające z palm kokosy. Mogłoby zaboleć.

Na plażach Saony znajdziemy też całe mnóstwo instagramowych miejsc – tak jak ta huśtawka, czy palma.

Na miejscu możemy też skosztować przepysznego soku z ananasa, który smakuje obłędnie. Ten i inne napoje były wliczone w koszt wycieczki, łącznie z napojami na łódce.

Dla chętnych jest też do spróbowania kokos.

Kolor morza jest tu wprost bajeczny i nierzeczywisty. Tak pięknego koloru turkusu, błękitu, szmaragdu i niebieskiego w życiu nie widziałam. W każdym miejscu mieni się innymi odcieniami. Do tego tak przejrzysta woda, że dno można oglądać będąc nawet po szyję w wodzie.

Dla porównania zostawiam Wam zdjęcie naszego Bałtyku zrobione w czerwcu tego roku…

Viva Wyndham Dominicus Beach – prywatna plaża na Saonie

W ramach wycieczki, którą mieliśmy wykupioną, mieliśmy jeszcze jedno miejsce, w którym się zatrzymaliśmy. Była to prywatna plaża naszego hotelu – Viva Wyndham Dominicus Beach. Zatrzymaliśmy się tam na obiad, podawany oczywiście na świeżym powietrzu. Mieliśmy też zapewniony czas dla siebie. Można było skorzystać z kąpieli wodnych, poleżeć na leżakach, albo się przespacerować po wyspie. Ja na przykład skorzystałam też z masażu na plaży. Oczekując na turystów po wyspie spacerują Tajki, które oferują nam masaż. Polecam, bo jest to świetne odprężenie, ale jednocześnie ostrzegam – targujcie się. Koniecznie! Początkowo miałam zapłacić 35 dolarów, po czym cena zeszła do 10. Zatem jest różnica. Ale masaż był przyjemny – plus 100% do pełni szczęścia.

Mano Juan

Kolejny obowiązkowy punkt zwiedzania na wyspie – jedyna zamieszkana wioska Mano Juan. Już na wstępie wita nas tabliczka z odręcznie napisanym tekstem: „Mano Juan wita” z podpisem rady sąsiedztwa i pozdrowieniem: „Bóg miłości i pokoju”.

Co nas zaskoczyło na początku to informacja o Wi-fi na wyspie. Takie odludzie i miejscami wręcz dzicz, a internet jest.

Skoro Internet był, to trzeba było skorzystać w wolnej chwili na przeglądnięcie Instagrama. W końcu trzeba być na bieżąco.

Pamiętajmy też wykupując wycieczkę na Saonę, że jest to teren parku narodowego. Koszt wstępu to 5 dolarów za osobę – płatne zazwyczaj u organizatorów wycieczek.

Nasza wycieczka obejmowała spacer po Mano Juan. To niewielka wioska, którą zamieszkuje niespełna kilkaset osób. Nie ma tu hoteli, ale jest za to jeden posterunek policji i jedna szkoła podstawowa. Miejscowi utrzymują się m.in. ze sprzedaży pamiątek. Zakupy pierwszej potrzeby, typu spożywcze, czy higieniczne mieszkańcy mogą zrobić raz na tydzień, gdy jest możliwość dopłynięcia na Dominikanę. To wygląda trochę tak, jakby byli odcięci od świata, ale nie rozpatrywałabym tego w negatywnych kwestiach, raczej zupełnie odwrotnie. Spacer kolejnymi „uliczkami” tego miasteczka pokazał, jak ludzie żyją… prosto, zwyczajnie i bez pośpiechu. Do tego te kolorowe domki… wprost bajeczne.

Nie byłabym sobą, gdybym nie sfotografowała różowych domków. Wyglądają przepięknie, tak cukierkowo, aż żałuję, że nie miałam ze sobą różowej sukienki. Sesja zdjęciowa w tym miejscu wyszłaby rewelacyjnie.

W tej niewielkiej miejscowości mamy też, tak jakby, deptak wypełniony sklepikami z lokalnymi pamiątkami, ubraniami, biżuterią i sztuką. Zatem, jak widać, zakupy też tu można zrobić.

Dla spragnionych i wygłodniałych – w Mano Juan są też knajpki, w których możemy kupić lokalne napoje, czy coś wrzucić na ząb.

Przechadzając się kolejnymi uliczkami Mano Juan, chociaż uliczki to może za dużo powiedziane, możemy też zobaczyć jak miejscowi gotują.

Na koniec zostawiam Wam jeszcze kilka fotek z tego pięknego miejsca.

Polecam Wam też nasze poprzednie wpisy o Dominikanie. Może zachęcą Was do wybrania jej jako swojego kierunku kolejnej podróży.
DOMINIKANA – CZY WARTO JECHAĆ
DOMINIKANA – INFORMACJE PRAKTYCZNE
DOMINIKANA – CO WARTO KUPIĆ
DOMINIKANA – GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ
GDZIE SIĘ ZATRZYMAĆ NA DOMINIKANIE (CZĘŚĆ DRUGA)
BAYAHIBE I DOMINICUS – CZYLI CO WARTO ZOBACZYĆ NA DOMINIKANIE
LA ROMANA – CZYLI CO WARTO ZOBACZYĆ NA DOMINIKANIE
SANTO DOMINGO – CZYLI CO WARTO ZOBACZYĆ NA DOMINIKANIE
SPACER PO SANTO DOMINGO – CZYLI CO WARTO ZOBACZYĆ NA DOMINIKANIE






ZOBACZ RÓWNIEŻ

Odpowiedz