Orgosolo – czyli co warto zobaczyć na Sardynii

by Emilia

Sardynia to jedna z piękniejszych wysp, jakie zwiedziliśmy. To miejsce magiczne, pełne pięknych plaż, lazurowego morza, klimatycznych uliczek, cudnej atmosfery i przemiłych ludzi, którzy są pomocni na każdym kroku. Nie wiem, czy bardziej do takich miejsc przyciąga mnie życzliwość i usposobienie mieszkańców, czy samo miejsce i jego krajobrazy. To chyba wszystko razem sprawia, że do takich miejsc chce się wracać.

Sardynia słynie przede wszystkim z przepięknych plaż i tego lazurowego odcienia morza, który jest wprost powalający. Możemy spędzić cały nasz wyjazd na zwiedzaniu kolejnych plaż, a jest ich całe mnóstwo, a i tak nie damy rady wszystkich zobaczyć. A zapewniam Was każda jest warta zobaczenia. Niektóre są zatłoczone, popularne wśród miejscowych, inne klimatyczne, jakby zapomniane przez świat. Każda ma swój urok i czar, i w każdej można się zakochać. Jednak Sardynia to nie tylko piękne plaże, to także niezwykle klimatyczne wioski i miasta. Dziś chcielibyśmy Wam pokazać jedną z nich.

Orgosolo to bohater dzisiejszego wpisu. To niewielka miejscowość, którą zamieszkuje około 4500 mieszkańców. Słynna jest ze swoich murali i historii, w której główną rolę odgrywali bandyci. Położona jest na wzgórzu, na wysokości około 620 m n.p.m. Droga, jaka do niej prowadzi, jest kręta i dostarcza nam wielu wrażeń, jeśli chodzi o piękne krajobrazy. Sama wioska słynie przede wszystkim z murali, które zdobią niemalże każdą uliczkę. Dlatego też Orgosolo należy do miejsc tzw. „must see” na Sardynii.

Już przy wjeździe do Orgosolo czeka nas pierwszy mural na kamieniu.

W całej miejscowości bez problemu możemy spotkać miejsca i elementy kojarzące się z bandytyzmem. Przykładowo zwykły znak drogowy. Gdy go zobaczyliśmy, to od razu mój mąż stwierdził, że wygląda jakby do niego ktoś strzelał.

Orgosolo położone jest w Barbagii – dzikim regionie Sardynii. Jego nazwa pochodzi od słów Cycerona, który nazwał ją krainą barbarzyńców (Barbaria z greki). To miejsce najmniej zaludnione na całej wyspie. Jedną z najsłynniejszych miejscowości jest właście Orgosolo, któremu sławę przynieśli bandyci i porywacze. Niegdyś miejscowość ta stanowiła kryjówkę bandytów, a to dzięki jej położeniu wysoko w górach. Na kolejnych kartach historii również zapisały się waśnie i walki pomiędzy rodzinami, niechęć do włoskich władz i kolejne przestępstwa, włącznie z zabójstwami, porwaniami i pobiciami. Historia zdecydowanie nie przyniosła chlubnej sławy temu miejscu.

Dziś historia ta ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Dziś to miejscowość, którą tłumnie zwiedzają turyści, miejscowość spokojna i niezwykle kolorowa za sprawą swoich murali. To właśnie dzięki nim mieszkańcy chcieli nieco odczarować czarną historię tego miasta. Mają one przeróżną tematykę – od satyrycznej, przez codzienną, po sięgającą ważnych tematów politycznych, społecznych, czy gospodarczych. Serię tych malowideł zapoczątkował lokalny nauczyciel sztuki Francesco del Casino, który namówił swoich uczniów do tworzenia kolejnych pięknych murali. Później do tej twórczości dołączyli również inni artyści. Dzięki czemu dziś możemy się cieszyć pięknymi i czasem zaskakującymi malowidłami w całej, tej niedużej, miejscowości.

Na miejscu w niemalże każdej knajpce, jak to we Włoszech, wypijecie też przepyszną kawę. Nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. Kawę uwielbiam, a tą serwowaną we Włoszech po prostu kocham. Wierzcie mi, nigdzie indziej nie smakuje, tak jak tam. Dlatego też warto zatrzymać się chociażby na chwilę. Weźcie jednak uwagę na godziny sjesty. Od godziny 13 do około 17-18 zapomnijcie o otwartych lokalach. Nikogo tu w tej kwestii nie obchodzą turyści. Siesta to siesta. W lokalnych knajpkach spotkacie też zazwyczaj mężczyzn ubranych w ciemnych kolorach (takie nawiązanie do historii 😊), którzy, jak na Włochów przystało, głośno rozmawiają, debatują, obserwują i komentują.

Co mnie totalnie zaskoczyło, to butik o wymownej nazwie „Glamour”, który w swojej ofercie miał ubrania i dodatki światowej sławy marek, w tym Liu Jo. To miejsce nieco zapomniane przez świat, a odwiedzane jedynie przez turystów dla samych murali. Dlatego obecność takiego butiku była co najmniej dziwna.

Na koniec rada dla poruszających się samochodem – znajdźcie najbliższy parking i zostawcie na nim auto, a dalszą drogę przemierzajcie na pieszo. My na początku zagubiliśmy się nieco w gąszczu wąskich i stromych uliczek, jadąc autem. Chwilami adrenalina nieźle dawała się nam we znaki. Tym bardziej, że jechaliśmy wypożyczonym autem. Pytania w stylu: „to tędy może przejechać samochód?” można rzec, że były na porządku dziennym. Także było wesoło. I jeszcze jedna mała rada – zapamiętajcie nazwę ulicy, przy której zostawiacie samochód. Przyda się przy powrocie. My, gdy jesteśmy tak zaaferowani zwiedzaniem, czasem o tym zapominamy :). Wówczas pomaga nam lokalizacja w telefonie. Sprawdzamy pierwsze zdjęcie po wyjściu z miejsca parkowania, gdzie zostało zrobione. Niezły test na orientację, wiele ciekawych sytuacji mieliśmy już z tym związanych. Tymczasem zostawiamy Was ze zdjęciami tej niezwykle klimatycznej wioski.

_____________________________
Jeśli spodobał Ci się wpis, zostaw pięć gwiazdek!

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Leave a Reply