Lwów – pierwsze wrażenia
Travels Ukraina

Lwów – pierwsze wrażenia

15 sierpnia 2018

Wycieczka do Lwowa – pomysł przyszedł spontanicznie podczas monitorowania kolejnych kierunków lotów przez mojego męża. Już dawno mieliśmy w planach wyjazd do Lwowa, ale przy braku lotów z Wrocławia opcja jazdy samochodem odpadała. Za dużo naczytaliśmy się o tym co się dzieje po przekroczeniu granicy i w jakim stanie są tam drogi.

Kupując bilety lotnicze byliśmy akurat w Grecji. Zadowoleni z tak okazyjnej oferty zapomnieliśmy o tym do kiedy mam ważny paszport. Przecież to nie Unia, chociaż tak blisko. Na całe szczęście okazało się że jeszcze rok, więc wizyta w urzędzie paszportowym odłożona jeszcze na jakiś czas. Bo kto lubi po urzędach chodzić. Planowany termin lotów na połowę sierpnia. Prognoza pogody podaje temperatury 25 – 30 stopni, więc idealnie jak dla mnie na zwiedzanie.

Duże zaskoczenie spotkało nas na lotnisku. Samolot się zatrzymuje, schodzimy po schodkach, a tu na całej płycie tylko jeden samolot, ten z którego właśnie wysiedliśmy. Lotnisko bardzo duże i jakby wyludnione. Nie ma tłumów, jak to zawsze na lotniskach bywa. Przed nami tylko jedna kolejka do kontroli paszportowej, która w miarę sprawnie szła. Przed lotniskiem czekał na nas kierowca zamówiony wcześniej w hotelu. Czekał na nas z karteczką z imieniem i nazwiskiem mojego męża. Koszt transferu w jedną stronę to 200 hrywien, więc około 30 zł. Przyzwyczajeni do wyższych cen za transfer i ze względu na wygodę wybraliśmy właśnie tę opcję. Chociaż przed lotniskiem bez problemu można złapać taksówkę, czy wybrać się autobusem. Jednakże biorąc pod uwagę taksówkę trzeba pamiętać, żeby cenę za kurs ustalać na samym początku.

Zatrzymaliśmy się w British Club Lviv, który znajduje się w zabytkowym centrum miasta, w odległości około 10 minut spacerem od Rynku. Tak więc lokalizacja zasługuje na duży plus, tak samo jak same pokoje, można się poczuć jak w jakimś pałacu, otoczeni jesteśmy samymi antykami. Zdecydowanym minusem tego hotelu jest brak windy. Jak nam Pani wytłumaczyła, budynek powstał w 1920 roku i nie ma możliwości technicznych wybudowania windy. Dostaliśmy apartament na trzecim piętrze, więc po długich spacerach było ciężko z dotarciem do pokoju. Ale komfort, piękne wnętrza i pomocna obsługa to rekompensuje.

Gdy bagaże już zostawione czas na spacer. Centrum Lwowa jest piękne, to nagromadzenie zabytków, piękne kamieniczki, całe mnóstwo knajpek, kawiarni, restauracji, ogrom murali, urokliwe uliczki, czasem bardziej lub mniej zaniedbane. Na ulicach możemy spotkać auta tak stare, że na ich widok człowiek zastanawia się, czy one się czasem nie rozpadną za chwilę, a z drugiej strony widzimy piękne, bardzo drogie modele aut, na które może sobie u nas pozwolić na przykład prezes korporacji. Kontrastów jest dużo. Na uwagę zasługują na pewno knajpki i restauracje. Co jedna to piękniejsza, z bardziej wymyślnym wystrojem, każda w innym stylu, wszystkie zachęcające do biesiadowania. W całym mieście praktycznie na każdym kroku możemy spotkać flagi Ukrainy, a także bardzo często też Unii Europejskiej. 

Na co również trzeba zwrócić uwagę to bardzo duża ilość kostki w centrum, niestety nie mają szpilkostrady tak jak we Wrocławiu. Więc spacer w butach na wysokim obcasie może być czasem utrudniony. A co ja spakowałam do walizki? Oczywiście szpilki, na całe szczęście znalazło się jeszcze miejsce na buty na koturnie. Niemniej jednak po powrocie czeka mnie wizyta u szewca.

Co jeszcze z informacji praktycznych? Uważajcie jak przechodzicie przez ulicę, kierowcy niespecjalnie zwracają uwagę na światła czy pieszych i tak już pierwszego dnia kilka razy by mnie ktoś prawie potrącił.

Co na pewno zachęca do wycieczek na Ukrainę to oczywiście ceny – jest tanio i nie ma się co o tym rozpisywać, wszyscy o tym wiedzą. Chociaż bywało taniej, dalej kurs hrywny jest dla nas korzystny. Za obiad w restauracji zapłaciliśmy około 30 zł, gdzie dla porównania w Polsce takie zamówienie kosztowałoby przynajmniej dwa razy więcej. Tutaj wchodząc do restauracji, czy do sklepów nie trzeba się zastanawiać nad cenami – i tak nie nadwyręży to naszego budżetu. Nie ma też problemu z płaceniem kartą. Kurs, po jakim bank przeliczył hrywny na złotówki był korzystniejszy niż ten w kantorze. Wcześniej jedynie czytałam że nie opłaca się wypłacać pieniędzy w bankomacie, ale z tej opcji nie korzystaliśmy.

Zapraszam zatem na kilka migawek z miasta, a w następnych postach nieco więcej o tym, co warto zobaczyć.

A tutaj efekty nudy na lotnisku w oczekiwaniu na samolot. Należałoby dodać: na prawie pustym lotnisku.

4 komentarze

  • Reply
    Zupa z granatów
    24 sierpnia 2018 at 12:11

    Lwów jest piękny <3 Odwiedziłam też Kijów, ale jednak to Lwów skradł moje serce.

    • Reply
      Emilia
      24 sierpnia 2018 at 19:18

      W Kijowie nie byliśmy, ale Lwów również skradł nasze serca

  • Reply
    Justyna
    24 sierpnia 2018 at 13:08

    Od lat wybieram się do Lwowa, ale jakoś nie mogę się zebrać.

    • Reply
      Emilia
      24 sierpnia 2018 at 19:20

      Więc polecamy bardzo, zdecydowanie warto, tym bardziej, że można trafić na tanie loty

Dodaj komentarz