Tel Awiw – kosmopolityczna perła Bliskiego Wschodu

by Emilia

Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj – siedzę w pracy wpatrzona w monitor komputera, totalnie skupiona na zadaniu, które mam wykonać, a tu telefon od mojego męża: „lot z Wrocławia do Tel Awiwu jest tani. Bierzemy?” Moja odpowiedź nie mogła brzmieć inaczej jak „tak, bierz, kupuj”. To było pół roku przed moimi urodzinami. To właśnie w tym terminie wykupiliśmy loty. Lecieliśmy Polskimi Liniami Lotniczymi LOT, bilety w dwie strony kosztowały nas około 800 zł. I tak zostało oczekiwanie i planowanie – to jest najlepsze w podróżach.

Wylot mieliśmy 13 kwietnia w piątek 😉 i cudnie wspominam ten dzień. Na całe szczęście nie jesteśmy przesądni, nawet czarny kot może nam drogę przebiegać. Po wylądowaniu czekała nas jednak mała przeprawa przez lotnisko. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że jak podróżujemy z bagażem podręcznym to po prostu wysiadamy z samolotu i wychodzimy, a tu nie jest tak łatwo. Oczywiście w Internecie naczytaliśmy się wiele o odprawach na lotnisku, rozmowach, przepytywaniu i nieodpowiednich wizach w paszporcie. Poszło jednak w miarę gładko. Jak tylko stanęliśmy we właściwej kolejce nie pozostało nam nic innego jak czekać. Gdy nadeszła nasza kolej uprzejmy Pan wziął nasze paszporty, wypytał w jakim celu przyjechaliśmy, w jakim hotelu się zatrzymamy, na jak długo, przekazał nam wydrukowane wizy i mogliśmy iść dalej.

Transfer z lotniska Tel Awiw Ben Gurion

Lotnisko Tel Awiw Ben Gurion znajduje się około 20 kilometrów od centrum miasta. Najlepszym wyborem, co do transferu do centrum są bezpłatne autobusy znajdujące się po prawej stronie po wyjściu z lotniska. Niestety napisy w języku hebrajskim nie ułatwiają czasem życia w Izraelu, ale nie jest najgorzej. Po lewej stronie po wyjściu z lotniska można znaleźć szeruty – mikrobusy, coś w rodzaju zbiorowych taksówek. Trzeba pamiętać jednak, że odjeżdżają dopiero wtedy gdy są zapełnione. Do centrum można dojechać również pociągiem, a dojazd trwa około 20 minut, koszt biletu około 15 złotych. Jednakże trzeba pamiętać, że piątek jest dniem święta muzułmańskiego, a sobota – dniem święta żydowskiego, ograniczona jest w związku z tym komunikacja miejska i pozamykane są sklepy.

Gdy dotarliśmy na miejsce, do hotelu Bell Boutique & SPA naszym oczom ukazało się morze i piękna promenada. Z tarasu mieszczącego się na dachu hotelu mieliśmy cudny widok.

W Tel Awiwie jedną z atrakcji jest oczywiście piękna szeroka, ciągnąca się przez odcinek około 14 kilometrów promenada, a przy niej szerokie, piaszczyste plaże. Ekskluzywne, wysokie hotele, drogie restauracje przypominają chwilami wybrzeża Miami. Spacerując promenadą widać to bogactwo, można się poczuć jak w Ameryce. Co jest zaskakujące, a na pewno rzucające się w oczy, rankiem i wieczorem promenada zamienia się w aleję biegaczy, jest ich całe mnóstwo, starzy, młodzi, mężczyźni, kobiety, całe grupki lub samotni biegacze. To chyba symbol Tel Awiwu.

Promenada i hotele usytuowane przy niej oczywiście robią wrażenie, ale jak zapuścimy się w głąb miasta już tak ciekawie nie jest. Spotkamy wiele zapuszczonych, zaniedbanych budynków, obok jakieś rozpoczęte, niedokończone budowy, a za chwilę widzimy piękny wieżowiec, rodem z Nowego Yorku. Izrael – to kraj kontrastów.

Najpiękniejszą jednak, według nas, częścią Tel Awiwu jest Stara Jaffa. Spacerując promenadą, podziwiając piękne plaże, mijając nowoczesne wieżowce, ekskluzywne hotele docieramy w końcu do starego miasta, jakże pięknego i urokliwego. Docieramy do portu, który jest jednym z najstarszych portów na świecie, latarni morskiej, meczetu Mahamoudia, wieży zegarowej, placu na szczycie wzgórza portowego, skąd możemy podziwiać najpiękniejsze panoramy Tel Awiwu. To miejsce zdecydowanie nas urzekło.

Czytając przed wyjazdem o Izraelu trafiłam na jakiejś stronie na izraelskie powiedzenie: „Jerozolima się modli, Hajfa pracuje, a Tel Awiw imprezuje” – i coś w tym jest, już na pierwszy rzut oka widać, że Tel Awiw jest „trochę bardziej” niż Jerozolima, trochę bardziej dynamiczne, bardziej otwarte i zdecydowanie bardziej…liberalne.

Wybierając się do Izraela spodziewaliśmy się, że nie będzie tanio, ale niektóre ceny nas przytłoczyły. W Izraelu płaca minimalna jest dużo wyższa niż w Polsce, obowiązującą walutą są szekle, które pozostają w stosunku do złotówek prawie 1:1. Przykładowo za dwa świeżo wyciskane soki zapłaciliśmy 50 szekli. Za zakupy spożywcze dla dwóch osób na jeden dzień potrafiliśmy zapłacić około 150 szekli, więc zdecydowanie to nie są ceny dla nas.

Izrael – kraj kontrastów. Z jednej strony widać bogactwo, ogromne wieżowce, bogate restauracje, z drugiej strony stare miasto, klimatowe małe knajpki, zderzenie tych dwóch światów ogromne. Idąc ulicą, promenadą widzimy i ortodoksyjnych Żydów, którzy na widok kobiety się odwracają, a zaraz widzimy parę… bardzo liberalną, trzymającą się za ręce. Z jednej strony kobiety w burkach, z drugiej dziewczyny ubrane bardzo kuso… Kraj kontrastów…

_____________________________
Jeśli spodobał Ci się wpis, zostaw pięć gwiazdek!

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz