Pueblos blancos – białe wioski Andaluzji

by Emilia

Dziś, pozostając oczywiście w klimatach hiszpańskich, zabieramy Was na krótką wycieczkę po białych wioskach Andaluzji, czyli „pueblos blancos”. To zdecydowanie jedna z piękniejszych i zachwycających atrakcji tego regionu. To nie jest typ masowej turystyki, to jest prawdziwa Hiszpania, nie tknięta komercją. I to jest właśnie najpiękniejsze.

„Pueblos blancos” to grupa miast i wiosek, położonych w prowincjach Malaga i Kadyks, których cechą charakterystyczną są bielone wapnem ściany domów. Wygląda to wprost fenomenalnie, gdy wszystkie domki, zazwyczaj parterowe, wyglądają niemalże tak samo. Wyróżniają je jedynie okiennice, drzwi, kwiaty w donicach przy domach, czy tabliczki z numerami, czy też nazwiskami mieszkańców. Biały kolor fasad domów, oprócz waloru estetycznego, ma jeszcze jedną zaletę – odbija światło słoneczne, co pozwala zachować niższą temperaturę we wnętrzach domów. Takie praktycznie, a taka z tego powstała atrakcja.

Niektóre miejscowości są małe, bo liczą około setki mieszkańców, niektóre są nieco większe. Ale w każdej, gwarantuję Wam, możecie się zgubić. Domki, które wszystkie wydają się takie same, wąskie uliczki, wśród których każda kolejna przypomina poprzednią sprawiają, że można spacerować po nich bez końca. Do tego wszystkiego większość z tych wiosek wydaje się, jakby były opuszczone, zapomniane. Przechadzają się nimi sporadycznie mieszkańcy, którzy za każdym razem się z Tobą witają, a to uśmiechem, a to hiszpańskim „hola”.

Tym, co przemawia za pięknem tych miejscowości, jest również ich położenie. Cały region jest górzysty, drogi pomiędzy kolejnymi miejscowościami są wąskie i kręte, ciągnące się pomiędzy górami i dolinami. Wygląda to przecudnie, gdy z jednej strony widzimy góry i błękitne niebo wokół, a z drugiej strony skupisko miniaturek białych domków w dolinie, za nimi kolejne wzgórza, no i serpentyna dróg. Tu nie można wybrać sobie trasy, droga z jednej do drugiej wioski jest jedna. Tu nie ma autostrady, ani drogi szybkiego ruchu. Bo nawet nie ma takiej możliwości przy takim ukształtowaniu terenu. I to właśnie jest piękne. Najlepsze są punkty widokowe, które są obowiązkowym miejscem, w którym trzeba się zatrzymać. Widoki, jakie możemy podziwiać to coś, czego nie zapomnimy nigdy.

Warto sobie zarezerwować cały dzień na zwiedzanie białych wiosek Andaluzji, chociaż to i tak za mało. Im więcej czytam o tym regionie, tym więcej chciałabym zobaczyć. I już teraz wiem, że tam również musimy wrócić.

Naszą wycieczkę zaczynamy od Rondy, o której wpis pojawił się już na blogu. 

https://www.google.pl/maps/place/29494+Atajate,+Prowincja+Malaga,+Hiszpania/

Atajate

W odległości około 23 kilometrów od Rondy znajduje się Atajate. To mała mieścina, która liczy około 160 mieszkańców. Na miejscu zastajemy totalną ciszę, pustki, ulice pełne białych domków, przepiękne widoki na wzgórza. Samochodów mało, ludzi mało, jakbyśmy trafili na jakieś odludzie. Po drodze wyłania nam się przepiękny mały kościółek, który oprócz bieli ma elementy w kolorze ceglanej czerwieni. To chyba jedyny budynek, który ma inny kolor niż biel. To miejsce chwilami nierealne i w tym wszystkim po prostu piękne.

Benadalid

W odległości około 6 kilometrów od Atajate mamy kolejną przepiękną białą wioskę. Nie sposób się tu nie zatrzymać. Spektakularne widoki na okoliczne wzgórza, które mają na co dzień mieszkańcy to jest coś pięknego. Dla nich to codzienność, a dla przyjezdnych to widoki, które robią ogromne wrażenie. W Benadalid wita nas oczywiście przepiękna tablica z mapą z płytek ceramicznych. A poza tym – wszędzie biało, wszędzie spokojnie, wszędzie cicho. Po prostu pięknie. Mała sugestia dla Was – jeśli chcecie zwiedzać to miasteczko to zdecydowanie na piechotę. Jazda tymi wąskimi uliczkami chwilami była bardzo ekstremalna – i nawet malutki Fiat 500 mieścił się na styk. Nie ma co, adrenalina była 🙂

Algatocin

Jadąc dalej drogą A-369 po około 5,5 kilometra dojedziemy do kolejnej białej wioski – Algatocin. Wita nas ona napisem sporych rozmiarów i osiołkiem – kolejnym symbolem tego regionu. Tu też warto się zatrzymać, pospacerować tymi wąskimi uliczkami, w ciszy…

Gaucin

Podążając dalej drogą A-369 dojedziemy do Gaucin, które jest położone w odległości około  8 kilometrów od Algatocin. To miejscowość nieco większa od poprzednich, bo o powierzchni prawie 100 km2. To właśnie w tej miejscowości się zgubiliśmy. Zostawiliśmy auto praktycznie przy wjeździe do wioski, przy głównych znakach. Poszliśmy na spacer, który notabene był cudowny. Same białe domki, mimo, że takie same jak w wielu innych wioskach, zachwycają i dają uczucie błogości. Ten spokój, ta cisza, ta przepiękna roślinność, te różnorodne okiennice, czy drzwi, zdające się być próbą wyróżnienia domu na tle innych, te wąskie uliczki, w których zmieści się ledwie kompaktowe małe auto i Ci wszyscy uśmiechnięci mieszkańcy, którzy się z Tobą witają, zachęcają do wizyty w knajpie, tawernie – to wszystko sprawia, że usta same układają się w uśmiech. Tam można być szczęśliwym tak po prostu, bez powodu, mimo wszystko. To jest piękne, jak potrafią ludzie żyć. Tego zdecydowanie powinniśmy się od nich uczyć.

Casares

Ostatnią wioską, którą zwiedziliśmy tego dnia była Casares – położona w odległości 20 kilometrów od Gaucin. Droga jest tak kręta i tak pełna przepięknych widoków, że sama w sobie jest atrakcją. Polecam nie zasypiać po drodze, gdy siedzicie na miejscu pasażera, bo ominie Was wiele przepięknych krajobrazów. Sama wioska jest kolejnym miejscem idealnym na niespieszne spacery. Piękny kościółek na mini placyku, który pełni rolę centrum kulturowego „miasta”, wąskie uliczki, wszechobecna biel i małe knajpki, i kawiarenki zachęcające do spędzenia w nich wolnego czasu, no i te widoki na okolice – to wszystko oferuje nam Casares. Miejscowość mała, nie tak turystyczna, a przez to wszystko tak przepiękna.

Po napisaniu tekstu do tego wpisu zaczęłam się zastanawiać nad tym, co przemawia nad wyjątkowością tych miejsc. Wydaje mi się, że właśnie to, że nie są aż tak popularne, że nie są oblegane przez turystów, że nie doszła tam masowa turystyka, że wydają się zapomniane przez wszechświat… Takie miejsca są właśnie najlepsze. Minusem dla niektórych może być jedynie to, że wyłącznie wypożyczonym autem się tam dostaniemy. Dla nas to nie był minus, dla nas to udogodnienie, bo możemy zobaczyć więcej i zwiedzać we własnym, czasem szaleńczym tempie.

Na blogu pojawią się jeszcze wpisy o innych „pueblos blancos”, także zapraszamy.

_____________________________
Jeśli spodobał Ci się wpis, zostaw pięć gwiazdek!

ZOBACZ RÓWNIEŻ

1 komentarzy

Tatiana 11 sierpnia 2019 - 17:08

Jakie piękne, malownicze miejsce. Tylko pozazdrościć okazji odwiedzenia go 😀

Odpowiedz

Dodaj komentarz