Grecja

Zakynthos – stolica wyspy

28 listopada 2018

Przyzwyczajeni do długich spacerów, podczas naszego pobytu na Zakynthosie, postanowiliśmy się wybrać do stolicy wyspy Zakynthos, Zakintos, czy też Zante – nazwy są różne. Miasto typowo greckie, usytuowane wzdłuż wybrzeża, przy którym znajduje się największy na wyspie port.

Jak już wspomnieliśmy w poprzednim poście zatrzymaliśmy się w Hotelu Zante Maris w miejscowości Tsilivi, położonej w odległości około 5 kilometrów od Zakintos – stolicy wyspy. Pomiędzy korzystaniem z uroków słońca wiele spacerowaliśmy i pewnego słonecznego dnia wpadliśmy na pomysł, żeby pójść „na nogach” do Zakintos. To tylko 5 kilometrów pomyśleliśmy, przecież już więcej chodziliśmy, więc nie powinno być problemu. Nasza decyzja podyktowana była również faktem, iż w Grecji „punktualność” Greków pozostawia wiele do życzenia. Przystanki autobusowe owszem są, jakieś rozkłady również, ale na ile to aktualne i o której w ogóle jakiś autobus przyjedzie – nie wiadomo.

Więc poszliśmy na spacer, jak się okazało, nie było lekko, 40 stopni w cieniu, chociaż cienia nigdzie nie widać, woda nam się kończy, a między miastami głucha cisza. Droga pod górkę, co dla mojego biodra ze względów zdrowotnych nie wróży zbyt dobrze. Z drugiej strony jednak piękne widoki, krajobrazy, prawdziwa Grecja i humor od razu się poprawia. Chociaż czy on się w ogóle pogarsza przy takim słońcu? Witamina D to zdecydowanie gwarancja dobrego humoru.

Po jakiejś godzinie dotarliśmy do celu. Zakintos – kolejna grecka perełka. Cudne widoki, wąskie uliczki, piękna promenada, klimat nadmorskiego kurortu – to jest to co uwielbiamy. Wzdłuż promenady znajdują się liczne restauracje, warto jednak zboczyć w odbiegające od niej uliczki, by poczuć prawdziwy grecki klimat.

Po spacerach, zwiedzaniu, pysznej kawie czas wrócić do hotelu i tu dochodzimy do momentu, w którym wypadałoby poszukać jakiś przystanek. Znaleźliśmy go, owszem, ale co z tym autobusem? Nie wiadomo kiedy przyjedzie, taksówek też jakoś nie widać. Bez sensu tak czekać, więc ruszyliśmy w kierunku Tsilivi. Po krótkim spacerze, gdy słońce już nam przygrzało, a na pewno mnie, postanowiliśmy złapać stopa. Kilka pierwszych aut w ogóle się nie zatrzymało, ale mój mąż bacznie obserwował i stwierdził, że kierowcami były kobiety, albo były po dach zapakowane, dlatego też nie zatrzymały się. W końcu się udało, nawet nie trwało to tak długo, kierowcą był Grek, który miał swoją knajpę w Tsilivi, bez problemu nas podwiózł. Z uśmiechem na twarzy wypytywał skąd jesteśmy, gdzie się zatrzymaliśmy, zapraszał do swojej restauracji. Ogólnie cała podróż minęła nam bardzo miło. W Polsce nigdy bym się nie zdobyła na „łapanie stopa”, a w Grecji wszystko jest inaczej, lepiej…?

Zapraszamy więc na kilka fotek z tego pięknego miasta.

te wpisy mogą cię zainteresować...

No Comments

    Dodaj komentarz