Grecja – Riwiera Olimpijska

by Piotr

Grecja – kraj, do którego wciąż wracamy. Piękne krajobrazy, szczęśliwi ludzie, słońce, zorba, oliwki, no i oczywiście sos tzatziki, jak to mówi mój mąż. Grecja to pępek świata, to cudne widoki, to tam narodził się teatr, to tam narodziła się filozofia… to po prostu Grecja.

W tym roku dla odmiany wybraliśmy wakacje w Grecji na lądzie. Wybór padł na Riwierę Olimpijską. Zatrzymaliśmy się w Hotelu Sun Beach w miejscowości Platamonas. Miejscowość bardzo spokojna, idealna dla osób, które chcą odpocząć, wyciszyć się, zrelaksować. Jednocześnie jest to idealna baza wypadowa do zwiedzania Grecji.

To My :)

Tym razem nasze tygodniowe wakacje wykupiliśmy w Travelplanet. Wszystko od samego początku było bardzo dobrze zorganizowane. Byliśmy w 100% zadowoleni z tego wyjazdu i na pewno skorzystamy z ich usług jeszcze nie jeden raz. Organizatorem wyjazdu na Riwierę Olimpijską był NetHoliday. Pani rezydent, która się nami opiekowała, była właściwą osobą na właściwym miejscu. Potrafiła nas zaciekawić opowieściami o Grecji podczas transferu z lotniska do hotelu, mimo wczesnej pory. Zaskakująca sytuacja miała miejsce gdy wsiedliśmy do autobusu na lotnisku. Pani rezydent sprawdza obecność i okazuje się, że nie ma dwóch osób. Dzwoni do nich (tak na marginesie zdziwiona byłam, że była tak przygotowana, mając od razu ich numery telefonów) i mówi, że na nich czekamy, a tu okazuje się, że ich obudziła. Pomylili sobie dni, w których mieli lecieć. Nasze zdziwienie było nie do opisania. Nawet nie wyobrażam sobie, co musieli czuć.

Jak to mamy w zwyczaju na naszych wyjazdach zawsze wypożyczamy auto. W hotelu bez problemu zamówiliśmy auto, które już z samego rana na nas czekało. Zwiedzanie zaczęliśmy od obowiązkowego punktu miasta Platamonas – zamku znajdującego się na wzgórzu. Droga do zamku jest pod górkę, ale zajmuje nie dłużej niż 10 minut, za to widoki – piękne i niezapomniane. Z jednej strony panorama miasta, z drugiej morze… koniecznie trzeba tam wejść będąc w Platamonas. Ruiny zamku też robią wrażenie. Wejście do zamku jest płatne – 2 euro, można też obejść zamek dookoła, chłonąc oczywiście te piękne widoki.

Pięknym miejscem, które warto zobaczyć są też ruiny antycznego miasta Dion, dawnego miasta macedońskiego, pamiętającego wizyty m.in. Aleksandra Wielkiego. Usiłując dojechać do tych ruin, korzystając z map Google oczywiście, znów się zgubiliśmy, co nawiasem mówiąc jest najlepsze podczas naszych podróży. Gdy krążyliśmy tak po miasteczku Dion, jakże małym, spokojnym i urokliwym, szukając drogi do muzeum, stojąc na skrzyżowaniu, Grecy z małej knajpki zapraszali nas gestem do zatrzymania się u nich i ugoszczenia się. To właśnie jest najpiękniejsze w Grecji, ta życzliwość ludzi, uśmiechy na twarzach, mimo, że Cię nie znają, ich uprzejmość i zero stresu… czegoś takiego u nas niestety nie zaznamy.

Za bilety wstępu zapłaciliśmy 16 euro za dwie osoby, co uprawnia do zwiedzania starożytnych ruin i muzeum. Rozmiar terenu, na którym mieszczą się ruiny jest imponujący, trasa zwiedzania wiedzie przez oczka wodne i niewielkie stawy, możemy zobaczyć amfiteatr, ołtarze bogów, rzymskie kolumny, przepiękne mozaiki.

Najlepsze są jednak takie widoki, gdy jedziesz sobie autem i musisz się zatrzymać…

Kozy

Kolejny punkt to miasto Saloniki, drugie co do wielkości miasto Grecji, miasto, które z początku nas nie zachwyciło. Wystarczyło jednak trochę pospacerować, żeby zobaczyć jego piękno i urok. Głównym punktem jest oczywiście Biała Wieża – 27 metrów wysokości i 23 metry średnicy – mieszcząca się wzdłuż pięknej promenady, która ciągnie się przez prawie pięć kilometrów. Niedaleko jest też pomnik Aleksandra Wielkiego, wokół piękne parki, idealne miejsce na spacery. Przy promenadzie całe mnóstwo knajpek, kawiarni, restauracji, które cały czas są zapełnione, bowiem trzeba pamiętać, że Saloniki to też miasto imprezowe.

Przemierzając promenadę od portu w kierunku Białej Wieży przechodzimy obok Placu Arystotelesa, najważniejszego placu miejskiego, na którym się odbywają najważniejsze imprezy miejskie. A co najważniejsze dla mnie obok jest Starbucks i najpyszniejsza kawa… i można dalej zwiedzać.

Spacerując po mieście możemy spotkać pomiędzy budynkami, takimi jak wszędzie, zabytki rzymskie i bizantyjskie, a także liczne kościoły, co robi ogromne wrażenie.

Piękną dzielnicą, którą z początku przeoczyliśmy, przechodząc dosłownie obok jest Ladadika. Znajduje się tuż przy porcie, to najbardziej kolorowa dzielnica, gdzie na każdym kroku spotkamy knajpy, kawiarnie, tawerny i piękne murale.

Pomiędzy zwiedzaniem kolejnych obowiązkowych punktów korzystaliśmy oczywiście z pięknego słońca przy hotelowym basenie i cudnej plaży. W Grecji byliśmy w drugiej połowie czerwca i słońce tak grzało, że wchodząc do morza nawet nie było „efektu chłodzenia”. Popołudnia i wieczory umilały nam spacery po mieście Platamonas, które też ma piękną promenadę, mniejszą oczywiście niż w Salonikach, ale jakże urokliwą, całe mnóstwo knajpek i piękny, nieduży port.

Z naszego hotelu mieliśmy niedaleko do dworca kolejowego w Nei Pori, dosłownie 10 minut spacerem. Stamtąd pojechaliśmy do miasta Larisa. Bilet w dwie strony dla dwóch osób kosztował nas około 16 euro. Droga trwała około godziny, później z dworca spacerkiem około 15 minut i mogliśmy zwiedzać ruiny teatru antycznego, świątynię na akropolu i tureckie mury obronne. Larisa to nie jest miasto typowo turystyczne, ale warto zobaczyć co kryje w sobie, jak wszędzie oczywiście spotkamy mnóstwo sklepików z pamiątkami i regionalne specjały. Naszym zwyczajem podczas pobytów w krajach śródziemnomorskich jest zaopatrywanie się w oliwę i lokalne przyprawy, takie jak bazylię, oregano, tymianek – żadne inne nie pachną tak jak te kupione w Grecji.

Nasza ukochana Grecja… na pewno tam wrócimy

_____________________________
Jeśli spodobał Ci się wpis, zostaw pięć gwiazdek!

ZOBACZ RÓWNIEŻ

1 komentarzy

Xwakacje 9 sierpnia 2018 - 16:01

Piękny wpis. Polecam Riwierę Olimpijską!

Odpowiedz

Dodaj komentarz