Zwiedzanie Cypru – dzień czwarty

by Emilia
Zwiedzanie Cypru – dzień czwarty

Dziś już ostatni wpis z przepięknej wyspy, która kryje w sobie wiele tajemnic i cudnych miejsc. Nasz ostatni dzień nie był już tak intensywny, jak poprzednie, ale równie zaskakujący.

Jeśli nie czytaliście poprzednich wpisów, to odsyłam Was do nich (wrażenia z Cypru, dzień pierwszy, dzień drugi, dzień trzeci), a trochę się już ich pojawiło. Znajdziecie tam mnóstwo pięknych miejsc, które warto zobaczyć, plaż, na których można spędzać w słońcu długie godziny i krajobrazów, które mnie po prostu urzekają, i ogrom zdjęć. W naszym ostatnim dniu na wyspie było mniej czasu na zwiedzanie, bowiem o 16 mieliśmy samolot. Dlatego od razu po śniadaniu, spakowani, wyruszyliśmy naszym wypożyczonym autem w te kilka miejsc, które mieliśmy zaznaczone na mapie.

Lefkara Dolna

Gdy szukałam przed wyjazdem ciekawych miejsc na Cyprze, trafiłam gdzieś na wzmiankę o Lefkarze. To mała miejscowość, a właściwie wieś położona na zboczu gór Troodos, licząca około 1000 mieszkańców. Można sobie zadać pytanie: „czym taka mała wioska może zachwycić?” Mogę zdecydowanie odpowiedzieć: „wszystkim, urokliwymi uliczkami, przepięknymi kamieniczkami, mnóstwem kwiatów, koronek, przemiłymi ludźmi, zaskakującymi drogami, ciszą, spokojem i tą atmosferą, której nie znajdziemy w zatłoczonych dużych miastach”. Co istotne, słynie z tradycji koronkarskich, które wpisane zostały na listę niematerialnych dziedzictw UNESCO. Warto wiedzieć też, że Lefkara dzieli się na Lefkarę Dolną – bardziej spokojną i jakby wyludnioną, i Lefkarę Górną – nieco bardziej turystyczną.

Lefkara Dolna, inaczej Kato Lefkara położona jest w odległości około 38 kilometrów od Larnaki. Już sama droga do niej jest malownicza. Jak to na Cyprze, jedziemy krętymi drogami, a to pod górkę, a to w dół, tu widzimy góry, tu wzgórza z domkami na szczytach i zboczach, a tu morze. Wszystko razem daje przepiękny obraz. Cieszyłam się, że auto wypożyczyliśmy na mojego męża, ponieważ jako pasażer mogłam do woli chłonąć te wszystkie widoki. A zdecydowanie jest na co patrzeć. Na miejscu czeka na nas bezpłatny parking, dwie knajpki, cisza i spokój. Gdy wysiedliśmy z auta zobaczyliśmy jedną małą restaurację z mnóstwem kwiatów, w której siedziała para starszych ludzi. Od razu nas przywitali uśmiechem i miłym słowem. Poszliśmy dalej na krótki spacer po wąskich uliczkach z urokliwymi okiennicami i kwiatami, które ustawiane są nawet na schodach. Każdy mieszkaniec (a nie było ich dużo), którego mijaliśmy, uśmiechał się do nas i witał z nami. To naprawdę przemiły gest. Gdy ktoś chce odpocząć od zgiełku i przepełnionych tłumem turystycznych miejscowości to jest to idealne miejsce.

Lefkara Górna

W odległości około 2 kilometrów od Lefkary Dolnej znajduje się druga jej część, czyli Lefkara Górna, inaczej Pano Lefkara. Najlepsza jest jednak droga do niej. Nastawiliśmy sobie oczywiście nawigację w telefonie na maps.google.pl i chwilami mieliśmy wrażenie, że sama nawigacja zwariowała. Tyle krętych i wąskich uliczek, że w pewnym momencie zwątpiliśmy, czy mamy tą drogą jechać, ale w sumie innej nie było. Gdy się zatrzymaliśmy na małym skrzyżowaniu skonsternowani tak wąskimi uliczkami, zatrzymał się samochód, który jechał z naprzeciwka. Przemiły Pan spytał się, czy chcemy jechać do Lefkary Górnej, wskazał nam drogę, pozdrowił i odjechał. To jest właśnie to, co uwielbiam w krajach południowych – ta niczym niewymuszona uprzejmość i uśmiech, którym raczą każdego. W takich chwilach od razu wraca chęć do życia.

Ta część Lefkary jest faktycznie trochę większa, znajduje się na wzgórzu, więc widoki, jakie rozpościerają się z niektórych miejsc są przepiękne. Poza tym jest więcej sklepików z pamiątkami, kawiarenek, nawet poczta, no i co najważniejsze – wszędzie wyroby koronkarskie. Są tak piękne i unikatowe, że trudno ich szukać gdziekolwiek indziej. Podziwiając tak kolejne dzieła, zagadała do nas Pani, która siedziała przed jednym ze sklepików z koronkami. Na początku rozmowa po angielsku, aż do pytania: „skąd jesteśmy?”. Okazało się, że ta Pani jest z Warszawy… Chciałoby się rzec: „jaki ten świat mały”. Rozbawieni tą sytuacją poszliśmy na małą pocztę wysłać kartkę. Na miejscu, gdy Pan zobaczył dokąd ją wysyłamy zaczął z nami rozmawiać o polskich klubach sportowych. Pytał się o Legię Kraków, jak stoi w rankingach i tym podobne. Dla mnie temat oczywiście zgoła obcy, ale sposób, w jaki z nami rozmawiał i ta uprzejmość kolejny raz mnie urzekły. Po wyjściu z poczty zaczął za nami biegać jakiś kundelek, który w pewnym momencie zaczął podgryzać moją sukienkę. Gdy usiłowałam go odgonić, jakiś przechodzień, najprawdopodobniej mieszkaniec, zagadał do nas i nawet stwierdził, że piesek znalazł sobie przyjaciół i możemy sobie go wziąć. Całe to zdarzenie okraszone było oczywiście mnóstwem śmiechów. To tylko niektóre sytuacje, które nas spotkały, ale wszystkie pokazują, jak Ci ludzie są otwarci, zawsze uśmiechnięci, uprzejmi i bezinteresowni… tak po prostu. Nam niestety tego często brakuje…

Klasztor Stawrowouni

Gdy już poszwędaliśmy się po tych cudnych uliczkach, wypiliśmy pyszną kawę z małej kawiarenki i odbyliśmy kilka krótkich rozmów z mieszkańcami, które za każdym razem wywoływały uśmiech na naszych twarzach, wyruszyliśmy dalej. Klasztor Stawrowouni to był nasz kolejny cel. Dzieliła nas do niego odległość około 25 kilometrów. Już sama droga do niego prowadząca jest atrakcją. Tak krętych, wąskich i stromych dróg już dawno nie widziałam. Nie ma się co dziwić, bowiem ten klasztor mieści się na szczycie góry. Po drodze mijamy punkty widokowe, na których zdecydowanie warto się zatrzymać i podziwiać wszystko wokół. Już nie jeden raz pisałam na blogu i powtórzę to jeszcze raz – widoki z góry pokazujące piękną panoramę i krajobraz zawsze mnie zachwycały i robiły na mnie wrażenie.

Na górze czeka na nas bezpłatny parking. Pierwsze, co nam się ukazuje, to śliczna mała budowla. To kościół Wszystkich Świętych Cypru, dalej widzimy już wejście do klasztoru. Co istotne, przed wejściem znajduje się tablica w języku angielskim informująca, że mężczyźni, którzy chcą wejść muszą zakryć nogi. Krótkie spodenki nie wchodzą więc w grę. O kobietach na tej tablicy nie ma ani słowa, a to dlatego, że nie mają tam wstępu. Nie mniej jednak dla tych widoków, dla tej drogi, dla tych krajobrazów warto tam pojechać.

Meczet i jezioro solne

Gdy już musieliśmy wracać, bo zbliżała się godzina lotu, to zajrzeliśmy jeszcze do Meczetu Hala Sultan Tekke, który mieści się koło jeziora solnego na obrzeżach Larnaki. To zabytkowa budowla, którą widać już z daleka. Można ją oczywiście zwiedzać, do środka można wejść, pozostawiając wcześniej obuwie, o czym informują nas tabliczki. To świątynia, która ma ogromną historię, a w otoczeniu palm, jeziora sprawia wrażenie nieco bajkowej.

To by było na tyle, jeśli chodzi o zwiedzanie Cypru. Mam nadzieję, że zachęciliśmy Was do wybrania tej wyspy na wakacyjny kierunek, albo krótki wypad typu „przedłużony weekend”. Nas ta wyspa na tyle zauroczyła, że już wiemy , że tam wrócimy. Pozostało jeszcze tyle miejsc, o których czytaliśmy, a których nie zobaczyliśmy…

_____________________________
Jeśli spodobał Ci się wpis, zostaw pięć gwiazdek!

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz